Słowniczek sprzedawcy. Apacz.

Pod jednym z poprzednich postów pojawiła się szalenie uprzejma prośba, by wytłumaczyć część nomenklatury, jakiej używam, pewnie nie tylko ja, do opisywania klientów. Czy sprawiedliwie? Czy powinienem? Czy nie mam racji? Spieszę z tłumaczeniem, mając nadzieję, że szanowni czytelnicy nie należą do tych grup.

Typów klientów jest mniej więcej tyle, co ludzi. Masa nieprzebrana, w której mimo najszczerszych chęci zawsze się jakiś człon trafi. Skąd się biorą takie klasyfikacje jak ta, kórej pierwsza część poniżej? Ciężko powiedzieć jednoznacznie, bo co sklep, to podział, ale w mojej wersji chodzi tylko o zachowanie zdrowia psychicznego, oraz ułatwienie komunikacji między sprzedawcami. Rzucenie samej nazwy typu klienta w zupełności wystarczy, by każdy pracujący za ladą, przynajmniej w mojej okolicy, rozumie o jakie sytuacje i typy zachowania chodzi. Zatem do rzeczy.

Zapraszam do dodawania swoich typów w komentarzach, bo nijak nie mam prawa udawać nawet, że lista jest kompletna. Na pierwszy ogień…

W następnym odcinku – Terminator.

Szczerze zachęcam do pisania w komentarzach swoich typów i anegdot z nimi związanych.