Słowniczek Sprzedawcy – Terminator.

Kolejny typ klienta, jakiego niestety widuje się nader często. Ten typ jest niemal niezniszczalny, nie trafiają do niego żadne argumenty, nie ma litości, nie ugnie się przed niczym. Zawsze będzie dążył do określonego przez, mniej lub bardziej uwalone oprogramowanie, celu. I podobnie jak Apacz, też dzieli się na dwie kategorie…

Terminator. Straszna maszyna, powołana przez Jamesa Camerona do “życia” na srebrnym ekranie w osobie  Arnolda działała, jak wspomniałem we wstępie bezlitośnie. Niestety klienci też przysposobili sobie cechy, jakie miał T-800 w tym ponadczasowym hiciorze. Po pierwsze – działają tylko zgodnie z wprowadzonym programem, po drugie, nie mają litości i nie da się z nimi dyskutować, bo żadna ilość argumentów nie jest w stanie ruszyć ich żelaznej, jak bielizna posłanki Pawłowicz – logiki, a po trzecie, żeńskie odmiany, tak jak Arnold w jedynce – w większości nie mają brwi.

Szkoda,  że jedyny program jaki mają, to zadowolić swoje, czasem chore zachcianki zakupowe. Czy to domagają się konfiguracji komputera, której nie przewidział producent, czy to wymagają koloru obudowy, laptopa, czy telefonu w kolorze sinokoperkowego brązu, z delikatną nutką błękitu. Nie proszę pana, to jest turkus.

Klient przerażający. Zazwyczaj bogaty na tyle, że najdroższy komputer to mógłby sobie kupić trzy razy i zapomnieć o tym, że go w ogóle kupił, ale nie, nie zrobi Terminator zakupów pochopnych, bo przecież maszynie nie przystoi. Uwali sobie toto w procesorze, że potrzeba zrobienia zakupów jest priorytetem, ale kolejność zabierania się za nie, to zupełnie inna sprawa. Przychodzi taki do sklepu i mechanicznie powie, że chce produkt taki a taki. Jeśli produkt jest dostępny, to obejrzy, powydziwia, po czym każe sobie to odłozyć na późniejszą chwilę. Ale, że co? Że może ktoś inny na to czeka? Może ktoś inny chce to kupić natychmiast, a nie zastanawiać się nad zakupem, jak ktoś, kto po polizaniu żeberek od kaloryfera zachodzi w głowę, dlaczego nie zrobił sie mniej głodny? Skynet nie przewiduje, że do konkretnego produktu może być ktokolwiek chętny. Klient się domaga i klient ma dostać. Nie, nie teraz. Później, w wygodnym dla siebie momencie. A kiedy ten moment nadchodzi? Kiedy klient stwierdzi, że pora.  Ale dlaczego w ogóle terminator? Dlatego, że pojawia się w rozmowie z delikwentem sakramentalne I’ll be back… No właśnie. Wróci, w chwili, kiedy będzie chciał transakcje sfinalizować. I tutaj są dwa typy.

Podobnie jak u Apacza, jeden jest tolerowalny, drugi właśnie średnio. Tolerowalny odróżnia się tym, że wraca, zgodnie z zapowiedzią i nie, nie rozwala sklepu, jak Arnold sprzątnął niemal całą załogę feralnego posterunku. Drugi jest gorszy, bo dzięki błędom w oprogramowaniu nie wraca. Zapomina, że odłożone dla niego, czy niej, są rzeczy, które zobowiązał się kupić, zaraz po tym, kiedy jego wszystkie zachcianki zostały spełnione. Skynet jednak nie jest idealny.

Co bardziej krewki z was powie, ale Sprzedawco, dlaczego odkładasz rzeczy dla klienta? Jak nie będzie towaru kiedy będzie chciał, to się sprowadzi, przecież to nie handel ludzkimi narządami, że jest tak ciężko dostać, nie?

No właśnie niekoniecznie. Znowu, uparcie wracamy do tematu – a za co ci w ogóle człowieku płacą? Głównym zadaniem, jakie nade mną ciąży, jest zapewnienie sklepowi, w którym pracuję zysku. Jeśli nie natychmiast, to może, kiedy niekoniecznie wadliwy model wróci po sprzęt. Dlaczego się nie wypinam na klienta i nie powiem, że ma brać teraz, albo tam są drzwi? No właśnie. Wbrew obiegowej opinii, zarówno ja, jak i pewnie większość ludzi pracujących w handlu, dość poważnie podchodzi do swojej pracy i do klientów, których obsługuje. Szkoda, że poważne podejści i szacunek odwzajemniane są tak rzadko.

jak wspominałem, nawet nie będę udawał, że lista jest kompletna. Dodawajcie w komentarzach, czy tu, czy na Youtubie swoje typy. Bardzo jestem ciekaw, co się tam pojawi.

Tyle na temat Terminatora. W następnym odcinku – Klient Ośmiornica.