Poza klasyfikacją. Męczenie buły.

Smutne jest, kiedy do sklepu przychodzi człowiek, tylko po to, by męczyć bułę. Poważnie. Przedstawiciele wszystkich kategorii jakie zostały opisane, oraz jakie dopiero będą, mają tendencję do pojawiania się w sklepie i męczenia buły. Jak się to kończy?

Dlaczego męczybuła nie jest osobnym typem klienta, który opisuję? Z tego prostego powodu, że męczenie wymyka się wszelkim kategoriom. Niezależnie od tego, czy bierzemy pod uwagę typ klienta, który już został opisany, czy taki, który dopiero będzie, w tej kategorii, o ile można to tak nazwać, znajdziemy przedstawicieli wszystkich.

Klientów, jacy przychodzą i marudzą, są dwa rodzaje. Osobniki pasywne, jak już przyjdą, to będą smędzić o tzw.”Dupiemarynie”, czy zaczną zadawać wiadro pytań związanych ze specyfiką towaru w sklepie równie mocno, co władze Korei Północnej z lądowaniem na Słońcu. Teoretycznie nieszkodliwe bydlę, bo jedyne co nas kosztuje to czas i trochę nerwów. Gorsza jest odmiana złośliwa. Bo jest przygotowana. I do tego złośliwa. Ososbniki przygotowane mają więdzę na temat sprzętu, na temat krórego będą cię męczyć. Mało tego, mają czasem wiedzę większą niż sprzedawca. “Ale jak to? Przecież sprzedawca musi wiedzieć!” – pewnie zawrzaśnie ktoś bez krzty empatii. Zgodzę się, powinien, ale weźmy pod uwagę, że złośliwa Męczybuła obryła się w wiedzę tylko na temat sprzętu, bądź zagadnienia, które ją interesuje, a sprzedawca musi wiedzieć, teoretycznie, wszystko o wszystkim, stąd jest nieco usprawiedliwiony.

Oj męczące jest obcowanie z Męczybułą. Nieważne jak się będziesz człowieku gimnastykować, bo przecież na tym polega twoja praca, to zawsze, coś będzie nie tak. A to kolor nieodpowiedni, a to może by specyfikację zmienić, nieważne, że producent nie przewidział takiej opcji. Albo, jak Pan z wczoraj, domagać się wyjaśnienia, dlaczego producent, bydlę i szaławiła, nie włożył do fabrycznie zapakowanego pudełka ze smartfonem, dodatków, w postaci zapasowych gumek do słuchawek.Pierwsze co zakrawa na absurd, to fakt, że Pan najpierw ZAŻĄDAŁ fabrycznie zapakowanego produktu. A wystarczyło poprosić. Jakaś kultura jednak obowiązywać powinna. Potem Pan oglądał i obmecywał wręczone mu, fabrycznie zapakowane pudełko, czy aby nie było “mataczenia” i manipulacji, w postaci lewych banderolek z numerem seryjnym. Jak już się upewnił, że jednak nie został oszukany i sprzedawca w sklepie, na którego dobre imię pracuje jednak, zaskakująco, okazał się uczciwy, łaskawie zezwolił na otwarcie pudełka. Bez płacenia oczywiście. Jak już transakcji stało się zadość, to wyszła sprawa z gumkami zapasowymi do słuchawek. Nie dotarło, że nie do mnie powinna być kierowana złość Pana, do kolegi ze zmiany też nie, tylko do producenta, bo jak wspomniałem, przezłośliwiec, specjalnie, wbrew woli klienta, takowego bonusu nie zapakował. Koniec końców, jak wyszło na to, że Pan nie jest w stanie nic wskórać w temacie brakującego widzimisię, to UWAGA poszedł do zaprzyjaźnionego sklepu obok, posiadającego ten sam produkt w asortymencie i męczył bułę u nich za to, że w zakupionym w innym sklepie produkcie nie ma tego, co by chciał, żeby było. Założę się, że konsternacja na twarzach kolegów i koleżanek z zaprzyjaźnionego sklepu musiała być przekomiczna, jednak, mimo wszystko, żal mi ich za to, że musieli się z Męczybułą użerać.

Męczybuła z założenia jest członem. W opcji pasywnej średnio denerwującym, ale jednak. Kliencie. Nie bądź członem.