Słowniczek Sprzedawcy – Prawnik

Oj smutny to dzień, kiedy sklep nawiedza domorosły prawnik. Znają tacy paragrafy, znają punkty i ustępy, artykuły nawet. Znają się na wszystkich aspektach zagadnienia, z wyjątkiem jednego. Takiego, że klient ma nie tylko prawa, ale i obowiązki. Pierwszy, najważniejszy obowiązek, to…

ZNAĆ SWOJE PRAWA! Bez bicia przyznaję się, że czasem krew potrafi człowieka zalać, kiedy przychodzi, zawsze, do jednego, zawsze nadąsany, zarozumiały i głuchy pacjent, któremu wydaje się za dużo. Samo pisanie na ten tamat sprawia, że odbija mi się kapusta z ostatniej Wielkanocy, tak bardzo bokiem wychodzą mi klienci z tej kategorii.

“Klient przychodzi do sklepu z moją wypłatą” – to mantra, jaką muszę sobie powtarzać za każdym razem, kiedy trafi się trudny przypadek. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wolno mi pewnych rzeczy do klienta powiedzieć, mimo, że czasem aż się siekiera w kieszeni otwiera, kiedy słyszę brednie jakie wygadują. Bo wiedzą lepiej, bo im się należy, bo… Naprawdę nieludzkim wysiłkiem czasem człowiek stara się nie wybuchnąć i nie bluznąć “prawnikowi” inwektywą w twarz. Najczęstsze sytuacje?

  1. Zwrot. Bo tak.
    No właśnie nie tak. Wielkie sieci i sklepy doprowadziły do kompletnego zeszmacenia obyczajów u klientów. Coś tak archaicznego jak odpowiedzialne zakupy, to przewracają się w grobie. W takim przypadku zazwyczaj ociera się o kierownika, albo i wyżej, bo wredny sprzedawca nie chce oddać pieniędzy. crylawyer-600x600
    Jak śmie?! Nie taka rola parobca! Bo ja mam prawo!
    No właśnie drogi członie, nie masz prawa. Ustawa jasno mówi, że na odstąpienie od umowy bez podania przyczyny masz 14 dni, TYLKO i wyłącznie w momencie zawierania jej na odległość, poza lokalem przedsiębiorstwa. Takie Alledrogo na przykład. W momencie, kiedy w sklepie dostajesz pełnowartościowy, sprawny produkt i nagle stwierdzasz, że jednak go nie chcesz, to nie możesz sobie od tak przynieść i zażądać zwrotu pieniędzy. Umowa kupna – sprzedaży działa trochę inaczej. zresztą, co się będę wymądrzał – niech mi “prawnik” jeden z drugim pokaże artykuł, paragraf czy inny ustęp nakładający na mnie takie obowiązki.
  2. Gwarancja! Zepsute!
    Kolejny temat rzeka. No dobra, zepsute, to masz prawo kliencie, ale nie wszystkie prawa ci się należą. Ja, jako sprzedawca też mam swoje prawa i obowiązki, więc nie rozliczaj mnie z nich, bo od tego mam zwierzchników. Skoro sie zepsuło, to ja mam obowiązek to od ciebie wziąć i wysłać gdzie trzeba, najczęściej do producenta.
    Szkoda, że, mimo anger-18615_960_720posiadania gwarancji door-to-door, pełnej dokumentacji i umiejętności czytania – sam tego nie zrobisz. Fakt, ustawa nakłada na mnie obowiązek przyjęcia tego na serwis i zajęcia się naprawą za ciebie leniwa buło, ale poważnie, jeden telefon nie sprawi, że kij w zadku pęknie, czy korona z głowy spadnie. To tylko urządzenie, które ma prawo się zepsuć. Sprzedawca naprawdę nie będzie ci bubla wciskał, żeby tylko sprzedać. Dlaczego? Bo potem będzie się musiał z tobą użerać, więc zadowolony sprzedawca będzie dopiero jak będzie zadowolony klient.I skąd wśród “prawników” wzięło się to sakramentalne 14 dni na naprawę? Nie mam pojęcia. 14 dni Panie i Panowie, to ja mam na decyzję, czy podejmę się jakichkolwiek działań związanych z serwisem. A zresztą, co się będę wymądrzał – niech mi “prawnik” jeden z drugim pokaże artykuł, paragraf czy inny ustęp nakładający na mnie takie obowiązki. Szczególnie, kiedy naprawą zajmuje się PRODUCENT, albo serwis przez niego wyznaczony. Niech braknie części, albo stanie się inna tragedia. To co? Z wypłaty mam oddać, bo tobie się zadzwonić do serwisu nie chciało, ale do mnie dzień w dzień wydzwaniasz? Litości!
  3. A bo wie Pan, gwarancja się kończy, a to zepsute leży…
    I znowu ze mnie chcesz kliencie idiotę zrobić? Sprzęt, jak już wspominałem, ma prawo się zepsuć. Ty kliencie masz prawo domagać się jego naprawy.unsure-315080_960_720 Ale, kiedy sprzęt kupiłeś w styczniu, zepsułeś w lutym, a przynosisz do naprawy 3 dni przed upływem gwarancji, to coś tu nie gra. Po pierwsze, gdzie byłeś baranie przez cały ten okres? Jak śmiesz wymagać, bo zazwyczaj wymagają, dotrzymania terminu serwisu, który sobie uroiłeś. Nie dość, że łamiesz prawo, bo ustawa jasno mówi ile czasu powinno minąć między zgłoszeniem usterki a oddaniem sprzętu, żeby wszystko odbyło się zgodnie z protokołem dyplomatycznym, to jeszcze robisz ewidentne świństwo, wymagając cudów, podpierając się przepisami, które wcześniej złamałeś.

Wyzłośliwiać się mogę cały dzień, więc reasumując całość zadam kilka pytań. Czy kliencie jesteś pewien, że znasz swoje prawa tak jak ci się wydaje, że znasz moje obowiązki? Czy potrafisz wskazac odpowiednie miejsce w odpowiedniej ustawie zanim zaczniesz się wymądrzać i, z czasem, mnie obrażać? Czy jesteś pewny, że na pewno powołujesz się na prawo ustawowe, a nie wymyślone, lub conajmniej nieaktualne? Do jakiego poziomu schamienia musiało dojść, że mam pod ladą wydrukowany tekst ustawy, żeby udowodnić ci jak bardzo nie masz racji? Czy nie można dogadać się jak z człowiekiem?

Następny typ klienta w kolejce, to trochę niespodzianka! (czyt. Jeszcze nie zdecydowałem, ale będzie 🙂 )