Słowniczek Sprzedawcy. Kryptonim: Stały klient.

Ah, jak dobrze jest, kiedy porządny sklep zbuduje sobie bazę klientów, którzy zadowoleni z obsługi i usługi wracają na kolejne zakupy. To dla sprzedawcy wyjątkowo wygodna sytuacja, bo okazuje się, że podejście do sprawy jak dorosły, procentuje na przyszłość. Gdzie jest haczyk? Kombinatorstwo rozwinięte w narodzie sprawia, że zawsze trafi się jakiś człon, który podaje się za stałego klienta, tylko po to, by “wyłudzić” rabat.

Zastanawia mnie, czy taki właśnie delikwent myśli, że sprzedawca to idiota. Poważnie. Ja wiem, że sklep renomowany, że w jednej z największych galerii w Europie, ale sprzedawcy naprawdę wiedzą kto jest stałym klientem. “Często gęsto” stały klient, to taki, który nic nie kupił. Nigdy. Nawet raz. Niech to będzie Apacz (opisany tutaj), rzecz jasna w formie mniej szkodliwej, ale niech się potrafi zachować. Niech “dzień dobry” powie, niech w czasie rozmowy sprawia wrażenie, że IQ ma trzycyfrowe – wszystko jedno, niech zachowa się na tyle ok, że zapadnie w pamięć. Jak mówiłem, nieważe czy kupił, czy nie. Niektórych się zwyczajnie pamięta.

Ciężko to wytłumaczyć, ale łatwo w tłumie wyłapać ludzi, których nigdy sie na oczy nie widziało. Wiem, dziwne, ale jakoś tak po prostu, zwyczajnie wiem, kiedy ktoś próbuje zrobić mnie w konia. Nazwijmy to “Szóstym Zmysłem Sprzedawcy”.

Przykład z dnia dzisiejszego – dzwoni jegomość, od razu informując, że jest stałym klientem. Nie, nie powiedział jak się nazywa, nie przywitał się jak człowiek, tylko od razu stawia nas przed faktem, że już u nas kupował. Fajnie, super, w czym możemy pomóc? No i tu się zaczyna, że Pan zostawił u nas kupę kasy, że chce kupić dwa jednakowe produkty i chce rabat… Ileż razy można tłumaczyć, że sklep, szczególnie, radośnie należący do sieci sklepów, nie ma możliwości swobodnego manipulowania ceną? Ja jestem ten zły, bo nie chcę “stałemu klientowi” dać rabatu tylko za to, że jest stałym klientem? Poważnie? Tak się nie robi interesów proszę Państwa.

Co sprawiło, że człowiekowi nie uwierzyliśmy? Dlatego, że zaraz po poinformowaniu nas o statusie, teoretycznie rewelacyjnym i uprawniającym do zniżek “bo tak”, spytał, w którym miejscu znajduje się nasz sklep. Ta… taki z niego stały klient, jak z koziego zadu waltornia.

Rzecz jasna człowieka na oczy nie widzieliśmy, nawet raz, żaden z nas. Fajnie.