Głośnik Snakebyte Cube – Recenzja

Pierwsza recenzja, bez ciśnienia, na spokojnie. Zajmiemy się małym, bardzo małym, głośnikiem bezprzewodowym Snakebyte Cube. Z czym się to w ogóle je, no i najważniejsze – czy warto?

Recenzje będą nieco odbiegały od tego, co serwują inni. Z prostej przyczyny, że jestem Sprzedawcą, to stopień zaufania społecznego, jakim darzony jest moja profesja jest, mniej więcej między grzybicą stóp, a pedofilią, jak zwykłem mawiać. Ale…, jako, że Sprzedawca też człowiek, wbrew obiegowej opinii, to po prostu podzielę się doświadczeniami z testów każdego recenzowanego na łamach urządzenia.

Na pierwszy ogień głośnik. Dlaczego? Bo, po pierwsze, sprzedałem tego wiadro i żaden nie wrócił, a po drugie, mam taki w domu. Działać działa, problemów nie robi, bateria trzyma znośnie, za duże toto nie jest. Ale po kolei.

Recenzowane maleństwo zostało wyprodukowane przez firmę, która za nic nie chce się pochwalić kim jest. Teoretycznie Snakebyte, w praktyce to nie do końca wiadomo. Sunflex, do którego należą marki Snakebyte i Qeus, dość skutecznie schował na stronie internetowej Snakebyte informacja na swój temat. Co dziwne, bo naprawdę nie mają się czego wstydzić, bo robią naprawde niezłej klasy sprzęt, działający pod niemal wszystkimi platformami, z Nintendo włącznie. Cube chodzi pod wszystkim co ma Bluetooth, więc bez problemu będą z niego korzystać przedstawiciele PC-Master Race, wielbiciele jabłek oraz pingwinów.Snakebyte Cube

Snakebyte Audio Cube, bo taka jest pełna i mocno prawidłowa nazwa urządzenia, to mierząca coś koło 6cm wzrostu kosteczka. Jak zdjęcia pokazują, to tak naprawdę nie ma się czym zachwycać. Wykonana porządnie, z podgumowanego plastiku, od spodu podklejona antypoślizgową łatą, a od góry, głośnik schowany za perforacją. Jedno wejście Line in, gniazdo ładowania mini USB i włącznik w postaci suwaczka. A. I jeszcze dioda sygnalizacyjna. Naprawdę nie ma o czym pisać. Proste, ale dość eleganckie, że nie ma się czego wstydzić, jak wyjmiemy to z całkiem sprytnego pudełka.

Teraz najważniejsze: Jak to gra?

Decybelomierz dzięki uprzejmości Galaktyczny.pl
Decybelomierz by Galaktyczny.pl

Oj, ma tupnięcie o wiele większe, niż by się można było z tak mikrych rozmiarów spodziewać. Zaledwie 40mm gwizdek, ale wyciska z siebie całkiem przyjemną ilość decybeli, bez zbędnego popierdywania przy mocnych basach. Mowa oczywiście o tym, co muzyka, jakiej słuchamy może z siebie dać, bo jako takich mocnych bitów z tego nie wyciśniemy. Ej, przy tych rozmiarach daje radę naprawdę nieźle, a nawet jakby dawał sobie lepiej, to i tak znajdzie się jakiś malkontent, któremu nie będzie dach w Tico falował przy radosnym BUC BUC BUC BUC…

Czy warto?
Po sześciu (ponad) miesiącach intensywnego testowania Snakebyte Cube – bardzo. Daje toto radę naprawdę nieźle, choć 8 godzin na baterii, które obiecuje producent, to można wsadzić między bajki takie, jak dobra zmiana. W porywach do pięciu. Sprzedałem tego wiadro i pół i w ramach gwarancji nie wrócił nawet jeden, więc to też powinno być zachętą do zakupu. Całość kosztuje relatywnie niemało, bo stówę bez złotego, ale jak się dobrze człowiek zakręci, a Janusze marketingu i Miszczowie Promocji już wiedzą, że sieć Sferis dodaje go w pakiecie do niektórych telefonów.

Ocena końcowa:
7,5 Apacza na 10