Słowniczek Sprzedawcy – Prezes

Parafrazując klasyk – Zarządzać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi jak to komu wychodzi…

Dzisiaj powyzłośliwiamy się na temat 1% moich najbogatszych klientów. Tych klientów, którzy potencjalnie zostawią największe pieniądze, kupią najdroższe sprzęty i będą – jak się uda – wracać po większe ilości towaru. Zazwyczaj lubimy takich klientów, bo dobrze płacą, pod warunkiem, że zajmuje się tym ktoś do zadania oddelegowany. Niestety, ale czasem trafia się Prezes.

Prezes – najczęściej przesiębiorca, człowiek, przynajmniej na moje zarobki, obrzydliwie majętny i obrotny w niuansach rozliczeniowo – podatkowych jak łasica. Tygrys biznesu, człowiek światowy, obeznany we wszystkich misternych zakamarkach marketingu. Szkoda, że oderwany od rzeczywistości równie mocno, jak od pługa.

Długo by tu opowiadać o sytuacjach, które się pojawiają, kiedy człowiek naprawdę niewinny i starannie wypełniający ciążące na nim obowiązki trafi na Prezesa, który niestety cierpi na coś będącego mieszaniną demencji starczej, Alzheimera i czkawki. Zapomina taki jeden z drugim, że poza swoim biurem i swoją firmą staje się zwyczajnym Kowalskim. Mnie jako sprzedawcę nie interesuje, czy jesteś człowieku właścicielem międzynarodowego przedsiębiorstwa, czy szefem pięciu kolesi przesypujących węgiel. Jesteś klientem, którego należy obsłużyć w sposób prawidłowy i profesjonalny. Wiadomo, z powodów bardzo łatwo przeliczalnych na utarg w sklepie lubimy klientów majętnych, ale bez przesady. Jak zwykłem mawiać – do obory wchodzę, to czapkę zdejmę. Ty też “Prezesie” powinieneś.  Dlaczego? Bo wbrew twoim omamom i zaskoczeniu – nie jestem twoim podwładnym.

Przykład z zimy. Człowiek piastujący szalenie wysoką funkcję popełnił nieprzeciętną głupotę, bo zostawił wart kilka grubych tysięcy złotych komputer w bagażniku samochodowym. Normalnie to nic dziwnego w tym nie ma, bo przecież do tego służy miejsce pod tylną klapą. Chyba, ze komputer jest aluminiowy cały, a na zewnatrz jest 17° poniżej zera. Podstawowych praw fizyki tłumaczyć nie trzeba. Laptop w wyniku skurczenia się materiału, w taki a nie inny sposób pękł w najlepsze. Pan przyniósł komputer do sklepu, spytał co ma z tym zrobić, bo komputer firmowy i do pracy niezbędny. Jako, że uszkodzenie wynikło z winy użytkownika, gwarancją objęte nijak nie jest, Pan otrzymał komplet informacji gdzie należy się zgłosić, celem uzyskania odpłatnej naprawy.
Wiecie co Pan zrobił? Powiedział “Załatwcie to za mnie…” po czym wyszedł ze sklepu pozostawiając tak naprawdę tylko namiar na siebie. O robaczku… Ustawa nakazuje mi przyjęcie uzasadnionej reklamacji. Przepraszam bardzo, ale Pan, Prezesie to mnie może co najwyżej ładnie poprosić. Zajęliśmy się sprawą, bo sprzedawca członem nie jest i żywi nadzieję, że może świecenie przykładem da jakiś efekt. Jak się sprawa skończyła? Pan Prezes zadzwonił po jakimś czasie z pretensjami i fochem, że naprawa odpłatna, że musi czekać, że co my sobie wyobrażamy… Oj usłyszał Pan Prezes przez telefon tak rzeczowe, może niekoniecznie uprzejme, ale na pewno stanowcze wytłumaczenie przeciągającego się serwisu, że jak przyszedł po odbiór, to pokorniutki był, jak gimnazjalista na posterunku.

Albo sytuacja najnowsza. Kolega ze zmiany PÓŁ POLSKI ruszył z miejsca, żeby dla klienta jakieś bezfirmowe barachło zorganizować, którego, bardzo proszę uważać, nie ma w ofercie całej sieci. Kiedyś było, teraz nie ma. Kolega ugadał Feldmarszałków z Góry, żeby specjalnie dla klienta, tego jednego jedynego, ściągnąć jedną sztukę tego, co do życia było wymagane. Dostaliśmy info, że wyjątkowo udało się, że zamówienia tak małe to dla producenta barachła problem i pojedyncze dynksy sa średnio na rękę. I co? W ramach podziękowania za pomoc w zdobyciu barachła Pan jego mać Prezes zbeształ kolegę przez telefon jak, conajmniej, praktykanta na bezpłatnym kursie zbierania op***lu w swojej firmie. No cóż… Kolega nie pozwolił sobie na takie traktowanie i w sposób stanowczy i bezlitosny, jak rwanie ósemki na żywca, sprowadził Pana Prezesa do parteru.

Jak tak można? To, że swoimi pracownikami pomiatasz bęcwale jeden, nie oznacza, że możesz mnie, czy kolegów traktować w ten sam sposób. Może i mam mniej pieniędzy niż ty, ale na pewno mam więcej ogłady i empatii w stosunku do ludzi. Niestety, nie szata zdobi człowieka, nawet jeśli to Armani.