Słowniczek Sprzedawcy – Pytajec.

Pytajec to niestety NAJpopularniejszy typ klienta. Najcięższy w sumie do skategoryzowania, bo występuje w kilku odmianach i werjsach. Ja postaram się przybliżyć trzy najczęstsze, od najmniej, do najbardziej zjadliwej.

Nie da się, pracując w handlu uniknąć Pytajca. Od najbardziej nieszkodliwego, szczerego i nie przeszkadzającego, po złośliwą gnidę, która powinna byc przywiązana do krzesła i zamordowana zimnym śledziem na oczach własnych dzieci.
Gwoli ścisłości, to sam czasem takowym bywam. Nie można być klientem i nie popaść w “pytajstwo”. Czy można być klientem i nigdy nie zostać pytajcem? Niestety nie. Czy można być pytajcem i nie być członem? Jak najbardziej.

Odmiana pierwsza, Pytajec Zwyczajny, to stworzenie, które naprawdę chce. Chce się dowiedzieć, kupić, rozszerzyć swoją wiedzę na określony temat. Kto pyta, w tym przypadku, akurat nie błądzi. Klient przejawiający skłonność do bycia zwyczajnym, to na przykład ty, czy ja. Wchodzę do sklepu, rozglądam się w poszukiwaniu czegoś co mnie interesuje, niech to będą buty. Szukam, zaglądam, nie widzę mojego rozmiaru, więc pytam sprzedawcę, czy może gdzieś ma zbunkrowane, czy może są. Nie robię nic złego, po prostu pytam. Sposób zachowania definiuje Pytajca. Ja poszukując butów nie jestem złośliwy, nie jestem męczący. Chcę sprawę załatwić szybko, sprawnie, nie marnując czasu ani własnego, ani sprzedawcy. Tak, zdaję sobie sprawę, z tego, że nie wiem, nie boję sie poszerzyć swoje wiedzy. Nadal Pytajec, ale znośny.

Drugi typ jest nieco bardziej skomplikowany. Ten charakteryzuje się brakiem inteligencji, który śmiało można porównać z typowym, codziennym komentarzem na Onecie. To człowiek, który zadaje pytania, albo, by po prostu spytać, albo, by samemu sobie na nie odpowiedzieć. Każda próba nawiązania porozumienia z człowiekiem z tej grupy klientów naprawdę nie mają sensu. Przykłady można mnożyć. Pan, który chce wycenę na zestaw komputerowy, który będzie kupować za rok. Nie dociera do niego, że zarówno sprzęt, jak i ceny ulegną zmianie. Albo człowiek, który domaga się ode mnie, sprzedawcy, wytłumaczenia rzeczy, które w ogóle ode mnie nie zależą. Dokładniej?

Pan przyniósł telefon. Karta sim nie działa, dziwny komunikat o braku sieci, coś jest nie tak. Pan został poinformowany o fakcie, że celem uniknięcia niepotrzebnych wydłużeń, może zgłosić to na serwis sam, zadzwonić, przyjedzie kurier i tyle. Pan odmówił samodzielnego załatwiania sprawy, powołując się na ustawowo ciążący na mnie obowiązek przyjęcia sprzętu na serwis. Wysłałem, serwis zapoznał się ze stanem urządzenia i stwierdził, że telefon został zalany, więc nie naprawi. Rozumiem, poinformowałem Pana o decyzji serwisu, Pan się rzecz jasna oburzył i zaczął zadawać pytania. Po pierwsze, pytania, jakie nie powinien zadawać nie mnie tylko serwisowi. No i na koniec najlepsze – Pan, podobno z doświadczeniem w handlu, spytał, dlaczego ja, sprzedawca, nie chcę mu pomóc i nie wywieram nacisku na SERWIS PRODUCENTA? Poważnie? To było tak durne, że aż smutne, a to i tak nie jest najgorsze. co mi wolno? Gdzie kończą

Najgorszy jest Pytajec wulgarny. Gnida wredna, wstrętnia mająca w głębokim poważaniu mój czas, kompetencje i chęć do życia. Buc bez empatii, który złośliwie pyta, mimo że zna odpowiedź. Ktoś, kto jak ten burak, opisany wielokrotnie, który zawracał zadek prawie godzinę, tylko po to, by powiedzieć mi na koniec, że nie kupi, bo już ma. Czy jest sposób na takich? Legalny na pewno nie, że humanitarny nie będzie, to nie wspomnę.

Trzy różne typy. Nieszkodliwy, durny i wywołujący atak wściekłości u najspokojniejszych nawet mnichów buddyjskich. Szkoda wielka, że nie ma chętnych, by wytłumaczyć niektórym, że nie należy im się traktowanie conajmniej czołobitne, tylko dlatego, że raczyli odwiedzić sklep. Sprzedawca to nie google. Jeśli masz pytanie, do którego nie możesz znaleźć odpowiedzi, to wal śmiało, się nie krępuj, ale jak pytasz tylko po to, by zmarnować mój czas, albo czekasz na żonę, która wybiera buty którąś godzinę z rzędu, to naprawdę, nie bądź członem i sobie daruj.