Słowniczek Sprzedawcy – Klient Konspirator

 

Jako człowiek urodzony w czasach radośnie panującego poprzedniego ustroju, ktoś, dla kogo hasła takie jak Mur Berliński, Związek Radziecki i Żelazna Kurtyna to nie tylko hasła znane z podręcznika do historii, wyrosłem w nieco innej mentalności niż ta, która powszechnie obowiązuje wśród ludzi dużo młodszych ode mnie. Dla mnie zrozumiałe jest na przykład, że ekran urządzenia może nie być dotykowy. Co się jednak stanie, kiedy nawet ktoś w moim wieku spotka na swojej drodze kogoś, kto do dziś nie wie, że Zimna Wojna się skończyła?

Konspirator, bo o nim mowa, to typ klienta, którego zachowanie najłatwiej określić jako kombinatorsko-szpiegowsko-cinkciarskie. O ile nie jest problemem to, że rzeczony klient targuje się jak każdy jeden burak, do tego poniekąd przywykłem, choć się nie zgadzam, to sposób, w jaki się zachowuje odbiega nieco od normy.

Nie miałem nigdy do czynienia z kontrabandą, towarem średnio legalnym, ani tym bardziej działalnością przestępczą, więc nie wiem jak to tak naprawdę wygląda, ale to co robił ten Pan, żywcem wyglądało jak wyjęte z kina amerykańskiego.

Jak to wyglądało?

10 stycznia 2017r.

Godzina bliżej nieokreślona. Sklep. Za ladą samotny Sprzedawca. Zmęczony po wielu godzinach pracy. Z pobieżnych oględzin wynika, że pakuje towar w paczki z szarego kartonu. Recyklingowanego. To dobrze. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Dzień ma się ku końcowi, do końca zmiany coraz bliżej. I wtedy pojawia się On. Człowiek podobny do nikogo. Około 180cm wzrostu, wiek 50-55 lat, włosy średniej długości, kształtu kędzierzawego, siwe, z silnie zaznaczoną łysiną czołową. Nos krótki, z czubkiem bulwiastym. Poza widocznym tikiem nerwowym, wyglądającym jak zwarcie pod kopułą, znaków szczególnych brak.

Żarty żartami, ale koleś, wyobraźcie sobie wyjmuje zza pazuchy trzy wymiętolone jak siódme nieszczęście kartki, wydruki konfiguracji sprzętowych, ewidentnie od mojej konkurencji, po czym zaczyna się głosem kogoś, kto próbuje mi sprzedać maryhuaninę w czopkach, półszeptem prosi, bym mu udzielił informacji. Oczywiście informacje wszelkie dostał, ba, nawet, nie mając pojęcia o temacie zdążył się zapienić, że go niby okłamałem, więc siedem razy mu tłumaczyłem to samo. Feeling jak w “Zakazanych Piosenkach”, jak się chciało kiełbasę kupić.

Dlaczego ten Pan swoim zachowaniem przypominał małego dilera, rozdzielającego majeranek w gimnazjum – nie mam pojęcia. Skończyły się proszę Pana te czasy, że trzeba się było starać o to, by ktoś w sklepie pomógł. To już nie era octu i zapałek, że nie wiadomo jak miłym trzeba być dla sprzedawcy, by łaskawym okiem spojrzał.

Ktoś może spytać dlaczego pomogłem kolesiowi, który był u konkurencji i od nich miał oferty? Ba. Kilku nawet spytało. Bo za to mi płacą. Skoro od chłopaków ze sklepu nieopodal wyszedł z wymiętoloną kartką, a ode mnie wyjdzie poinstruowany jak radziecki generał przed puczem, to jest szansa, że kupi u mnie. Generalnie pozytywnie, bo Pan był na koniec bardzo miły, mimo, że zmusił mnie do wyjścia ze sklepu kilkadziesiąt minut po czasie.

Typ klienta stosunkowo nieszkodliwy, chociaż na upartego, z racji konspiracyjnego szeptu ciężko się z nim dogadać.

Stopień zjadliwości:apacz1

W poprzednich odcinkach:
“a sp***laj pan
klient p**da
Klient żona