Słowniczek Sprzedawcy – Władca Czasu.

Przewrotnie, ale słusznie. Od kiedy Fenicjanie wymyślili pieniądze i jednogłośnie stwierdzili, że jednak nie śmierdzą, zrodziło się w świecie słuszne przekonanie, że żadna praca nie hańbi. Zgadzam się z tym, oraz z drugą częścią, że każda męczy. To zrozumiałe, ale dlaczego tak często trafia się ktoś, kto naszym czasem pracy manipuluje tak bardzo?

Władca Czasu, to mieszkaniec planety Gallifrey, znajdującej się w binarnym systemie słonecznym, w konstelacji Kasterborousa, jak każe nam przypuszczać rewelacyjny serial Dr Who. Okazuje się, że ci kosmici jednak odwiedzają naszą smutną planetę i zazwyczaj wcielają się w niesamowicie męczących klientów. W dodatku takich, którzy wbrew swojej przynależności do Władców Czasu, w ogóle go nie szanują. A nasz czas, to mają zwyczajnie w dupie.

Najczęstszymi ofiarami Władców Czasu są lokale gastronomiczne maści wszelkiej. Pięknym przykładem są kawiarnie w dużych centrach handlowych, jak na przykład ta, nad której personelem rozpływałem się wielokrotnie, bo i dziewczęta zdolne, to jeszcze ładne, więc co mam narzekać.
Z własnych obserwacji wiem, że zmiana w takiej kawiarni do najprostszych nie należy. Może jeden z drugim powiedzieć, że „co tam, tylko kawę nalewają, się nawet nie spocą”. Niby tak, ale nie do końca. Zakładając, że normalna zmiana trwa radzieckie osiem godzin, czyli od 9:00 do 21:00, to żeby maszynerię do robienia kawy uruchomić, trzeba się pojawić w robocie jakieś lekko 30-40 minut wcześniej. Za ten czas szalenie sprytnym i urodziwym dziewczętom nikt nie płaci. Dlaczego muszą być wcześniej? Bo Władca Czasu pojawia się o 08:50 i domaga się kawy. Z wzorkiem. Nie interesuje go, że maszyneria jeszcze nie jest dostatecznie nagrzana i jedyne co może dostać po takiej kawie to sraczki. Chce i koniec. Więc dziewczęta działają jak mogą, zgodnie z przekonaniem, że żadna praca nie hańbi.

Najgorsi są jednak Władcy Czasu spóźnieni. Ci, co pojawiają się w kawiarni, nie wiedzieć czemu, dosłownie za kilka minut zamknięcie. Skąd wiem, że kosmita? Kto normalny pije kawę o 21:00? Rozsiada się taki z kawką w kawiarni, jego święte prawo, i siedzi. Do tego, z obserwacji wynika, że ze spostrzegawczością też u Władcy Czasu nie najlepiej. Wszystkie okoliczne sklepy się zamykają, charakterystyczne rolety się zamykają, pracownicy wychodzą do domów, a ten człon nieumyty siedzi, nie robiąc sobie nic z tego, że szalenie utalentowane i niebrzydkie dziewczę też chciałoby już iść do domu. Dziewczętom nie wolno członowi zwrócić uwagi na to, że lokal już jest praktycznie zamknięty i pora zbierać dupsko z krzesła. Taka uwaga w stronę, nawet najgorszego z klientów, kosztowałaby je pracę. No i czym się to kończy? Tym, że po 12 godzinach stojącej pracy, rozpoczętej najczęściej nieodpłatnym przygotowaniem lokalu, czyli po 13 godzinach dziewczę czeka, aż się Władca Czasu zwinie i sobie pójdzie. Dopiero wtedy zaczyna sprzątanie lokalu, bo machaniem miotłą mogłaby klientowi przeszkadzać. Kończy pracę często po 22:00 i dopiero wtedy idzie do domu. Z rachunku wychodzi, że dziewczę jest w STOJĄCEJ pracy 14 godzin, z czego płacone ma za 12, do tego musi zrobić wszystko to co musi, bo tobie się członie jeden kawki zachciało przed spaniem. Ja rozumiem wiele, ale całkowitego braku empatii w stosunku do osoby przygotowującej ci napój – nie pojmę.

Czasem można zostać posądzonym o bycie Władcą Czasu. Oj, przydarzyło mi się. Sytuacja miała miejsce w jednej z pizzerii, której progu moja zrogowaciała stopa nigdy więcej nie przekroczy. Do zamknięcia lokalu pozostało 40 minut, więc razem ze znajomymi, z których 75% stanowili również sprzedawcy, koledzy ze zmiany, zaczęliśmy dopijać napoje wyskokowe, żeby zebrać się na czas i dać załodze pizzerii co najmniej pół godzinki na ogarnięcie i wyjście do domu, zgodnie z rozkładem jazdy, jaki na drzwiach lokalu wisiał. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy ostentacyjnie, tonem znudzonym jak Führer na konferencji prasowej, usłyszeliśmy, niby nie do nas „Poszli już seeee?” O twoja mać… Tak klienta traktować? Masz na drzwiach napisane, że otwarte do 23:00 jest 22:20, a my jedną nogą jesteśmy niemal poza lokalem i jeszcze źle? Nazwy lokalu nie wymienię, bo, cytując Proroka naszych czasów: „szkoda szczempić ryja”.

Jeśli ktokolwiek z czytających czasem przyłapie się na byciu Władcą Czasu – pamiętajcie, jeszcze jest nadzieja. Nie bycie członem zazwyczaj popłaca.

Jak zwykle zapraszam do komentowania, dzielenia się swoimi typami do Słowniczka Sprzedawcy i rozsyłania znajomym. Jak się czegoś nowego nie nauczą, to przynajmniej będą mogli się pośmiać.

 

W poprzednich odcinkach:
Klient Mlaskacz
Klient Konspirator
Klient „A Sp****laj Pan”