Słowniczek Sprzedawcy – Klient Hakier.

Widzieliście na pewno wielokrotnie, jak się na filmie pojawia geniusz komputerowy. Zasuwa po klawiaturze pisząc nie wiadomo co, zawsze wie co jest grane i zawsze łamie zabezpieczenia w ostatniej chwili. Typowy haker, który w małym palcu ma wszystkie możliwe zagwózdki technologiczne. A to się do bankomatu włamie, a to rakietę balistyczną unieruchomi, a to sobie zniżkę da w lokalnym kebabie. Dobrze być hakerem. Szkoda, że to nie takie proste, jak się niektórym moim klientom wydaje.

I żeby nie było, nie jadę po hakerach. W czasie moich wielokrotnych wycieczek w internety tak smętne i ponure, że strach sobie przypominać, miałem okazję zobaczyć umiejętności pojedynczych jednostek obeznanych w temacie i powiem szczerze, że miałem pietra. Ale, jak już mówiłem, bycie hakierem do najprostszych zadań nie należy. Po czym poznać klienta, któremu się tylko wydaje?

Pierwsze co się rzuca w oczy, to mina, na stałe przyklejona do dzioba. Połączenie arogancji, narcyzmu i zatwardzenia. Spojrzysz na takiego i od razu wiesz, że on wie. Mało tego – wie lepiej. Nie da się ukryć, że to najmniej wiarygodna metoda rozpoznawania hakierów, bo koniec końców, może się okazać, że to po prostu człowiek z poważnym zatwardzeniem, dlatego zazwyczaj łączymy to z innymi rzeczami.

Druga cecha, to sposób wysławiania się. Najczęściej hakier zapomina, że nie ma do czynienia z laikiem, co prowadzi do tego, że używa słow i zwrotów, które niekoniecznie są prawdą. Jego znajomi, którzy nie mają czasem wiedzy na tematy hakiersko-informatyczne (co nie jest niczym złym, przecież nie każdy ma obowiązek wiedzieć) nie wiedzą, że delikwent pieprzy jak potłuczony. Kiedy w czasie rozmowy z takim dowiaduję się, że jegomość ma w domu sprzęt, który sprawiłby, że Tony Stark by tylko stęknął, a u mnie w sklepie ogląda komputer, na którym tak naprawdę chodzi tylko program do faktur i pasjans, to trochę nie tego.

Trzecia, ostatnia cecha, to przeświadczenie hakiera o tym, że Sprzedawca i jego koledzy ze zmiany, którzy pracują ze sprzętem po kilkanaście godzin na dobę i mają lat doświadczenia więcej niż hakier lat życia – to debile. Nie żartuję. Każdy, kto poświęci dostateczną ilość godzin na pracę z komputerami pewne rzeczy rozpozna z daleka… W deszczu… Tyłem… Po zapachu. Przykład? Przychodzi hakier do mnie do sklepu z komputerem, który składałem. Dobierałem części, wiem co sprzedaję, wiem że ma działać. Maszynę składał kolega ze zmiany, człowiek o wiele bardziej doświadczony manualnie ode mnie. Sprzęt testowaliśmy, oddaliśmy klientowi – wszystko działa jak należy. Nagle, u klienta w domu, po dosłownie tygodniu, maszyna na której działa wszystko, bo działać ma wraca z upalonym procesorem. Krótka diagnostyka i od razu, z daleka, tyłem, po zapachu widać, że procesor był nieumiejętnie podkręcany, co sprawiło, że poszedł z dymem, wprost do Krainy Wiecznie Świeżych Pączków.

A ten jełop twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca, że to musiała być wina suwnicy od lasera czwartego poziomu, albo przewodu od układu chłodzenia plazmy w lewym silniku warpowym. Prawda jak nic. Tak, k**wa, a ja jestem klingońskim księciem. Nie trafiłeś na idiotę, wiem co zrobiłeś, więc nie mów, że krasnoludki są winne, kiedy sam ukręciłeś kompa.

Aż szkoda, że taka ilość hakierów trafia się nadal.

Dzięki za doczytanie do tego miejsca. Jak zwykle zapraszam do odwiedzenia Facebooka i Twittera, gdzie zazwyczaj dzieje się sporo więcej niż tutaj.

W poprzednich odciknach:
Relacja live 15-10-2017
Klient czasoprzestrzenny
Relacja live 24-09-2017