Słowniczek Sprzedawcy – Klient Przewlekle Żonaty

Nie, nie będzie o równouprawnieniu. Nie będzie o feminizmie, ani o feminazizmie. To Słowniczek Sprzedawy, zatem będzie o świętym spokoju i o rzeczach, jakie człowiek jest w stanie znieść, żeby ten święty spokój utrzymać. Nieco bardziej radykalna wersja Klienta Męża.

Bardzo konkretny typ. Bardzo. Na cześć kobiet, które doprowadziły mężów do tego bardzo konkretnego stanu powstają piosenki, wiersze, dzieła literackie. O świętym spokoju, o którym pisałem wcześniej nie mówi się za wiele. Sytuacja, o której poniżej miała miejsce wczoraj i od razu zaznaczam, że nie byłem jej świadkiem. Z opisu jaki dostałem od “współskazanych” wynika jednak, że nie jest to ani odosobniony przypadek, ani nic nowego. Ot, sobota.

Przychodzi Pan do sklepu z jasno sprecyzowanymi potrzebami. Bardzo mu zależy na nabyciu komputera, który będzie miał dostatecznie dużo koni mechanicznych pod maską, żeby nie miał ochoty na niego napluć za każdym razem, kiedy robi coś poważniejszego. Maszyna typowo do pracy, ma być mocna, niezawodna i dośc wytrzymała, by prace “w terenie” przeżyć. Nie jest żadną niespodzianką to, że maszyny tego typu mają dwie podstawowe cechy. Pierwsza cecha to cena. Jak ma być dobry, to na pewno nie będzie tani. Z tym się trzeba liczyc w każdej branży, nie tylko komputerowej. Druga rzecz, że komputery teraz robią nieco inaczej niż kiedyś. Można wręcz zacytować “Kuuurła, kiedyś to było”. Śmiać się można, ale co racja to prawda. Kiedyś, za starych dobrych czasów, maszyny były “gniotce, a niełamiotce”. Teraz? Teraz do pęknięcia matrycy trzeba niewiele więcej, niż kichnięcie pchły. Co się robi w takich przypadkach? Proponuje się klientowi dodatkowe ubezpieczenie. Jak to działa opisywałem wcześniej TUTAJ.

Dogadali się koledzy z Panem, wyszło coś nieco ponad 3000 złotych polskich. Jak mówiłem, maszyna zacna, więć tanio nie będzie, ale Pan był w stanie takie coś przełknąć, zrozumiał po co mu polisa do sprzętu, w raty chciał wrzucać, żeby nie parzyło w pupę, że tyle siana na raz, usługi dodatkowe i rabaty dostał. Do tej pory – wzorowa transakcja. Pozdrawiamy Pana. No i wtedy pojawiła się żona.

Bolało Pana, oj bolało. Kiedy małżonka, zwana w tym przypadku Rudą Megierą, stwierdziła, że jemu do pracy, dzieki której utrzymuje siebie i rodzinę nie będzie mu potrzebny komputer sprawiający, że nie będzie miał ochoty powiesić się w oczekiwaniu, aż się komputer odwiesi. Stwierdziła, że taki za 1400zł, mający zaledwie ułamek możliwości tego sprzętu, który Pan chciał i potrzebował, w zupełności wystarczy. Polisa do sprzętu? Chyba zwariował, przecież nic się nie stanie do czasu, aż się stanie. I tak w kółko.

Niektórzy z Was pewnie się uśmiechają pod nosem wiedząc jak się dalej sytuacja potoczyła. Tak, Pan spuścił uszy po sobie, walnął sakramentalne “Tak, kochanie” i podkulonym ogonem wyszedł ze sklepu. Do transakcji rzecz jasna nie doszło, tylko trzeba się zastanowić dlaczego.

Kobieta, to stworzenie pamiętliwe. Nie mówię tego ani złośliwie, ani z przekąsem. Stwierdzam fakt. Osobiście to nie pamiętam co jadłem wczoraj na śniadanie, a moja małżonka pamięta gdzie leży koszulka, którą kupiła mi w 2013 roku. Mało tego, jest w stanie z pamięci przywołać informacje takie jak cena, jaką za nią zapłaciła, w jakim dniu, którym sklepie i jakie inne koszulki były wówczas brane pod uwagę. Z tego co wiem, to takie coś można nazwać nie lada talentem. Co zrobić jednak, gdy taki talent, wśród Pań mocno rozpowszechniony, zamienić w broń masowego rażenia? Wyobraźmy sobie sytuację, która nie miała miejsca. Pan, wiedziony rozsądkiem i potrzebą do pracy, postawił sie żonie. Kupił to, co wiedział, że będzie mu potrzebne, Megierze Rudej się postawił. Wyobraźcie sobie teraz jego życie przez następne kilka lat. Pamięć o tej zbrodni będzie się Panu odbijała czkawką conajmniej do swiąt. Czy warto? Patrząc na to, jak Pan zareagował, chyba jednak nie.

Ja wiem, że czasem chłop ma swoje “widzimisię”, że z zabawek się nie wyrasta, z wiekiem one tylko drożeją, ale bez jaj. Ma się chłop męczyć, bo Pani, która z komputera do pracy korzystać nie będzie wie lepiej? Z tego co wiem, to sprzęt na którym Pan próbuje utrzymać rodzinę jest delikatnie mówiąc “przedpotopowy”, ale nie, Pani wie lepiej. Szkoda, że jako przedstawicielka grupy zwanej przeze mnie “demon zakupowy” nie ogarnia przeżartym przez promocje rozumem, że “żeby wyjąć trzeba włożyć”. Nie rozumie biedna, że ta inwestycja zwróci się z nawiązką. Paznokcie ważniejsze.

W POPRZEDNICH ODCINKACH:
przekalkulator
klient świąteczny
pudernica