Zalando kontra burak z cebulą.

Nie wiem jak wy, ale mnie strasznie pasuje, kiedy mogę dokonać spokojnego zakupu. Szczególnie przez internet. Wiadomo, że działa ustawa, że jesteśmy chronieni z każdej strony równie dobrze, co zarobki sekretarek w spółkach skarbu państwa. Można oddać, jest bardzo fajnie. Ryzyko praktycznie zerowe. Zalando, znany i myślę, że lubiany, onlajnowy dystrybutor dóbr rozmaitych, poszedł o krok dalej i pozwala na zwrot towaru u nich zakupionego nie tylko w ciągu ustawowych 14 dni, ale w ciągu ponad trzech miesięcy. I jak się to kończy? Trafił się polski burak.

Znowu zostanę pewnie odsądzony od czci i wiary za to, że jadę po Polakach, ale nie da się inaczej. Wyobraźcie sobie, że podniosł się koślawy łeb buractwa i cebulizmu, na wieść o tym, że Zalando ma ochotę wprowadzić dość sporych rozmiarów metki, przyklejane do ubrań, którymi handluje. Po co? Po to, by po zerwaniu tej metki nie dało się towaru oddać. Oczywiście przepisy ustawy zabraniają takiego czegoś, albo i nie zabraniają. Problem polega na tym, że mało kto zwrócił uwagę dlaczego Zalando musi, bo nawet nie chce, wprowadzić takie coś. Otóż, okazuje się, że buractwo, ziorające cebulą na kilometr potrafi CHODZIĆ W CIUCHACH przez trzy miesiące, a potem je bezczelnie oddać, bo można.

NO ŻESZ KU*WA WASZA MAĆ!

Tyle komentarza z mojej strony. Poważnie? Do takiego poziomu zeszli klienci, że potrafią taki numer zrobić? Nie sądziłem, że dożyję dnia, że stracę wiarę we własny gatunek bardziej, niż straciłem do tej pory.

Dlaczego się czepiam?

Bo nie leży mi taki sposób kombinowania. Jako sprzedawca patrzę na to zagadnienie z nieco innego kąta, niż Janusz z Grażyną. Problem zwrotów, tego, że w ogóle da się takie zwroty wykonać to wbrew pozorom nie jest nic dobrego. Znana sieć sklepów daje 30 dni na oddanie? Super? Przeczytajcie tutaj.
O ile w przypadku zwrotów ot tak, to jeżę się od samego wejścia i naprawdę mam opory, by kupić cokolwiek w sklepie, w którym się da, to w momencie, kiedy doszło do zakupu przez internet, to rozumiem. Ustawa jest ustawa, nie da się ominąć przepisu, a tym, którzy mimo wszystko próbują i nie chcą przyjmować zwrotów towaru, którego klient nie widział przed zakupem, życzę szczęścia i rozumu. Takie praktyki mogą położyć biznes, a przecież nie o to chodzi, nie?

Dobra wola sprzedawcy.

Tak, czasem się zdarza, że trzeba przymknąć oko na niektóre rzeczy. Przykład z wczoraj. W sklepie, którego podwoje przemierzam niemal codziennie, pojawił się jegomość. Z awanturą, bo jakże by inaczej. Przyszedł z ładowarką indukcyjną, zakupioną dosłownie dwa dni wcześniej. Wytłumaczyłem Panu, że nie da się oddać produktu, który kupił, bo nie. Poinformowałem Pana, że jak chce mieć możliwość oddania, bo nie ma pewności, czy jego zakup się sprawdzi, a problem rozbił się o fakt, że ta konkretna ładowarka nie ładowała jego Samsunga S3, o ile pamięć nie myli. Ostatecznie zakończyło się tym, że zabrałem Panu ładowarkę, obejrzałem ją dokładnie z każdej strony, śladów użytkowania na niej nie było wcale, a kilka odcisków palców usunąłem szmatką, zrobiłem przy pomocy szalenie atrakcyjnych koleżanek na kasie zwrot, po czym sprzedałem Panu żelazko. Dlaczego? Wbrew temu o czym trąbię tutaj na stronie od, dosłownie, lat? Bo okazało się, że:
1. Pan nie uszkodził sprzętu, który kupił, nie zużył go w żadnym stopniu.
2. Kupił żelazko za dwukrotnie wyższą cenę, niż ładowarka, a moim zadaniem jest zadbanie, by prezes nie zbiedniał.
3. Pan upierał się, że jeden z kolegów, którzy doradzali mu zakup tego konkretnego urządzenia, powiedział, że to będzie działać. No i tu mamy problem.

Paradoks dogadzania.

Najsmutniejsze w mojej pracy jest to, że muszę dogodzić. Jak nie klientowi, to szefostwu. Nie jest tajemnicą, że Feldmarszałkowie nie widzą mnie, człowieka, marudy, ale jednak, tylko słupek w Excelu. Jak nie jestem na zielono, to mam problem. No i właśnie – jak robię zwrot, przyjmuję towar, który zgodnie z przepisami ustawy, nie powinien być zwracalny, obniżam swój słupek. Prawda. Ale z drugiej strony mam inny słupek. Słupek dbania o to, by klient nie pomyślał, że sprzedawca jest niekompetentny. Ja tam dbam o swoją wiedzę i na pewno nie powiem niczego, co nie będzie prawdą, tak, ginący gatunek. Kłopot w tym, że nie byłem przy rozmowie, nie wiem co kolega ze zmiany nagadał, nie sądzę, że nagadał głupot, ale nie mam dowodu. Pan, rzecz jasna, obsmarował w internecie mój sklep kilka dni wcześniej, bo sprzedali i nie chcą przyjąć zwrotu – słupek reputacji zaczyna się obniżać, więc Feldmarszałkowie nie są zadowoleni. No i na tym polega paradoks. W trakcie tej nierównej walki, trzeba dogodzić stanowczo zbyt wielu osobom.

A co to ma wspólnego z Zalando?

Niby niewiele, a tak naprawdę sporo. Ja zwrot ładowarki przyjąłem, bo musiałem zadbać o reputację sklepu, musiałem dopieścić klienta i sprzęt nie był używany. W przypadku Zalando, kiedy ubrania to zupełnie inna, nomen omen, para butów, zaczynają się problemy. Bo ani to nowe i nieużywane, ani czasem w ogóle nadające się do zwrotu. Dobra wola tego sprzedawcy rozciąga się poza 14 dni ustawy. 100 dni, trzy miesiące, darmowy zwrot kurierem. Ludzie! To wszystko kosztuje. Dbają o klientów, bo ceny bardzo atrakcyjne, a jak promocją dowalą, to w ogóle bomba, dbają o Feldmarszałków, bo sprzedają, dbają o reputację, bo można oddać, ale jaką szują trzeba być, by oddać UBRANIE, które nosiło się przez trzy miesiące i jeszcze marudzić, że sprzedawca chce się zabezpieczyć przed tak obrzydliwym, z każdej strony zachowaniem. Nie wiem jak tak można. To już jakieś turboburactwo jest.

W POPRZEDNICH ODCINKACH
ZASTANÓW SIĘ ZANIM ODDASZ
SŁOWNICZEK: KLIENT PRZEWLEKLE ŻONATY
NAJCZĘSTSZA AWARIA ASUSA TRANSFORMERA

Dla wszystkich, którzy chcą wspomóc biednego sprzedawcę, wystarczy kliknąć link reklamowy. Jak coś fajnego, to i kupić można.

 
Gearbest Mysz
Mysz

 

Gearbest Latest Appliance Markdown promotion
Latest Appliance Markdown

Zalando kontra burak z cebulą.