Sprzedawca Blog

Zza lady – Autopilot intelektualny

Wiecie jak to czasem jest, kiedy czynności, jakie przychodzi Wam wykonywać przechodzą w tryb automatyczny? Teoria głosi, że można tak robić w momencie, kiedy konkretne czynności są tak długo powtarzane, że zaskakuje coś w rodzaju „pamięci mięśniowej”. Wiecie… Jak przeklikiwanie zgód marketingowych i umów użytkownika bez czytania, nie zgadzanie się na orlenowską parówę, czy masturbacja. Pewne rzeczy robią się same. A co zrobić, kiedy na naszej drodze stanie śmiałek, który całe życie nakurwia na autopilocie?

I niestety, w mojej profesji, którą wykonuję stanowczo za długo i coraz bardziej niechętnie spotykam takich i takie. Codziennie. Zazwyczaj nie osądzam. Sam bywam cholernie przemęczony i wiem, że zdarzy się chlapnąć od czasu do czasu ten tzw. freudowski penis. No przecież wiesz jak to jest. Chcesz żonie powiedzieć „Kochanie podaj sól” a wychodzi „Ponura pizdo, zrujnowałaś mi życie. Połknij nóż.”. Takie tam. O ile w ramach stosunków małżeńskich pewne rzeczy są dopuszczalne, w końcu w ramach zażyłości pewne rzeczy przechodzą, które w innych okolicznościach kończyłyby się porachunkami niemal mafijnymi, to w sklepie nie chciałbym spotykać takich fruwajów, z twarzami absolutnie myślą nieskalanymi. A jednak… Z uporem godnym lepszej sprawy przyłażą…

I ja, biedny sprzedawca, kiedy nawet mam gorszy dzień i wyjątkowo staram się być dla tego planktonu intelektualnego miły, uprzejmy, ba, nawet się czasem uśmiechnę, nijak znieść tego nie mogę.

Przykładowy dialog z dzisiaj.

Sprzedawca – Dzień dobry, witam w naszym sklepie. W jaki sposób mogę doradzić?
Klient – Produkt X, czy sztuki.
Sprzedawca – Oczywiście *wykładam towar na ladę, informuję klienta o cenie i pytam* Coś jeszcze Pan życzy do tego?
Klient – Tak.
Sprzedawca – *czeka na instrukcje, patrząc na Klienta wzrokiem niczym pokemon Ditto, który na kacu próbował podrabiać Karolaka i wyszło średnio*
Klient – *wykłada na ladę odliczoną gotówkę za „czy sztuki” produktu X po czym wychodzi ze sklepu*
Sprzedawca – *pikachu face*

Skończyło się tym, że Sprzedawca – ja – ryknął kurwa, po czym zaklął szpetnie. Skąd się to wzięło? Autopilot mentalny. Ot co.

Jak poważnie zdarza wam się zmoczyć w sklepie w podobny sposób? Tak tylko pytam…

W poprzenim odcinku:

Klient Plankton
Zamienność słów
Obsługa i usługa

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *